środa, 25 listopada 2015

26/2015 "Rycerz Siedmiu Królestw" George R. R. Martin - recenzja


Trzy historie ze świata "Gry o tron" - głosi napis na okładce i tym właśnie jest ta książka. Są to minipowieści, których akcja rozgrywa się na długo przed wydarzeniami opisanymi w znanej sadze. Ich bohaterami są wędrowny rycerz Dunk i jego giermek Jajo - niby zwykła opowieść rycerska, lecz rycerz stanie się legendarnym dowódcą Gwardii Królewskiej, a Jajo to tak naprawdę podróżujący incognito Aegon Targaryen - książątko z bocznej linii panującego rodu, który na skutek dziwnych zbiegów okoliczności zostanie królem, i to jednym z tych lepszych. Na razie jednak są młodzi i nieco naiwni, podróżują po Westeros, a my możemy w tej wędrówce towarzyszyć.

"Rycerz Siedmiu Królestw" to Martin w świetnej formie, Martin, którego dobrze znamy i lubimy (bądź nie). Dlatego myślę, że jeśli komuś nie spodobała się "Gra o tron", to po lekturze "Rycerza..." również nie przekona się do tego autora. Klimat tej książki jest trochę lżejszy, a autor zajmuje się sąsiedzkimi zatargami a nie poważnymi wojnami, ale i tu znajdą się spiski i cienie z przeszłości. To pozycja skierowana głównie do fanów sagi, mocno naszpikowana różnego rodzaju nawiązaniami. Czytelnik niezaznajomiony z Westeros może zagubić się w gąszczu nazw i nazwisk. Nawet mnie było momentami ciężko się połapać, chociaż czytałam "Grę..." dwukrotnie. Jednak miło jest wrócić do tego świata i spędzić w nim trochę czasu w oczekiwaniu na "Wichry zimy".

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza