środa, 30 marca 2016

7/2016 "Negocjator" Frederick Forsyth - recenzja


Przebywający w Wielkiej Brytanii młody Amerykanin zostaje uprowadzony. Kiedy do negocjacji z porywaczami zostaje zaangażowany najlepszy fachowiec w branży, wychodzi na jaw, kim jest porwany i jakie są żądania w zamian za jego uwolnienie. Narastający na świecie kryzys paliwowy może doprowadzić do utraty miliardowych fortun. Jest jeden człowiek, który zdolny jest wpłynąć na cenę ropy naftowej i właśnie porwanie jego syna ma gwarantować korzystną decyzję.
Opis fabuły z portalu lubimyczytac.pl 
Rok 1991. Kurczące się zasoby ropy naftowej zmuszają USA i ZSRR do zmiany dotychczasowej polityki i ograniczenia wyścigu zbrojeń. Już niebawem ma wejść w życie pozozumienie w tej sprawie. Jednak pewnym przesiębiorcom działającym w branżach paliwowej i zbrojeniowej taki układ jest absolutnie nie na rękę... By obronić swój dotychczasowy stan posiadania posuną się nawet do porwania. A jeśli już mamy porwanie to należy zatrudnić tytułowego negocjatora: Quinna, mistrza w swoim fachu, który zrobi wszystko, by doprowadzić sprawę do końca. 

Swego czasu czytałam sporo literatury tego typu: Forsytha, Ludluma, Morrella, Clancy'ego... Może i mówią, że to męska literatura, ale ja mam sentyment do szpiegowskich historii z czasów zimnej wojny i potomków nazistów usiłujących przejąć władzę nad światem.

Nie spodziewajcie się w tej książce nie wiadomo jakich fajerwerków i zaskoczeń. Quinn to typowy amerykański bohater: były wojskowy, stracił rodzinę w tragicznym wypadku, a do tego obwinia się za fiasko negocjacji sprzed lat i ukrywa się przed światem na hiszpańskiej prowincji. Jest do bólu szlachetny i pracuje sam - tak naprawdę to nie, towarzyszy mu agentka FBI Sam, ale jest ona postacią na tyle bezbarwną, że właściwie mogłoby jej nie być. Mamy więc śledztwo, jankeskiego kowboja, który próbuje uratować świat i towarzyszącą mu blondynę. Schemat, który jakże dobrze znamy z innych powieści i filmów.

Ale nie jest źle, bo "Negocjator" jest solidnie napisany i dobrze się go czyta. Autor podaje mnóstwo szczegółów, co uwiarygadnia całą historię. Podoba mi się opis porwania i postępowania z zakładnikiem, a także cały przebieg negocjacji. Fajnie są też przedstawione radzieckie tajne służby - nie jako "ci źli", ale jako ludzie, z którymi można współpracować mimo różnic. Największą wadą jest rozegrane bardzo szybko zakończenie, jakby autor pomyślał sobie "ok, to już trzeba kończyć, spoko, coś tam wymyślę". Oceniam "Negocjatora" na 3/5, bo to dobra historia, aczkolwiek czytałam lepsze.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz