sobota, 9 marca 2019

5/2019 Gorączka Ciboli, James S. A. Corey (Expanse tom IV)

Oto nowe pogranicze. – Puste mieszkanie, zniknęła rodzina, to niepokojące. Ale tutaj masz pustą bazę wojskową. Myśliwce i czołgi na jałowym biegu na skraju pasa, bez kierowców i pilotów. To nie pachnie dobrze. Stało się tu coś złego. Powinieneś powiedzieć wszystkim, żeby się stąd zabrali. 
Otwarły się wrota do tysiąca nowych układów gwiezdnych i rozpoczął się wyścig do ich skolonizowania. Z macierzystych planet ludzkości ruszyli osadnicy szukający nowego życia. Ilus, pierwsza ludzka kolonia tego potężnego pogranicza rodzi się we krwi i ogniu.  
Niezależni osadnicy opierają się przemożnej sile korporacyjnego statku kolonizacyjnego mając po swojej stronie tylko determinację, odwagę i umiejętności nabyte podczas długich wojen w domu. Niewinni naukowcy giną, próbując zbadać nowy, obcy świat. Zmagania na Ilusie grożą dotarciem z powrotem aż na Ziemię. 
James Holden i załoga jego małego statku zostają wysłani, żeby doprowadzić do pokoju i zaprowadzić porządek pośród chaosu. Jednak im głębiej Holden wchodzi w swoje zadanie, tym większego nabiera przekonania, że jego misja ma się nie udać. A nieustanny szept truposza przypomina mu, że przepadła wielka galaktyczna cywilizacja, która kiedyś zamieszkiwała to miejsce. I że coś ją zabiło.
Opis fabuły z okładki książki. 
Czwarty tom Expanse wciągnął mnie nieco bardziej niż poprzedni, chociaż historia w nim przedstawiona również jest dość kameralna. Może dlatego, że nie ma jeszcze ekranizacji i byłam strasznie ciekawa jak to wszystko się zakończy? Jakie nie byłyby powody, tę książkę czytało mi się szybko i z dużym zaangażowaniem. 

Tytułowa Cibola to jedno z legendarnych amerykańskich złotych miast. W połączeniu z gorączką sugeruje to odkrywanie niezbadanych lądów, poszukiwanie bogactw i nowego, lepszego miejsca do życia. Taki klimat pogranicza, Dzikiego Zachodu. Pasuje to do opowieści w stylu kosmicznego westernu i po części tak jest. Jednak tak gdzieś od połowy książki zaczyna się dziać, dużo i szybko. Kiedy doszłam do tego momentu, nie było już odwrotu: musiałam doczytać do końca. Tym sposobem zarwałam trochę nockę, ale warto było.

Gorączka Ciboli zaczyna się prosto i właśnie tak westernowo. Ziemska korporacja nabyła prawa do badania i eksploatacji jednej z nowo odkrytych planet. Niestety na owej planecie wylądowała wcześniej grupa uchodźców z mocno zniszczonego w poprzednich częściach Ganimedesa, która postanowiła się tam osiedlić i handlować własnoręcznie wykopaną rudą rzadkiego metalu. Osadnicy są, łagodnie mówiąc, niezadowoleni z przylotu korpo i postanawiają użyć starego, dobrego sabotażu by przynajmniej odsunąć swój problem w czasie. Jednak coś poszło nie tak i razem z lądowiskiem wybuch również prom, kilka osób zginęło i sytuacja się zaostrzyła. Na miejsce konfliktu zostaje wysłany Holden i jego załoga. Nasz ulubiony cudowny chłopiec ma pełnić rolę mediatora i nie dopuścić do eskalacji przemocy. Normalnie jak szeryf, który wreszcie pojawił się w miasteczku :) Nie będzie to łatwe, bo szef ochrony korporacji to czystej wody psychopata, który najchętniej wystrzelałby wszystkich osadników dla dobra swojej firmy. Zaczynają się polityczne gierki tak charakterystyczne dla ludzkiego gatunku, nawet jeśli rozgrywają się na drugim końcu galaktyki. Ten wątek jest wystarczająco ciekawy, by być przewodnim motywem książki, ale to przecież obce miejsce z pozostałościami obcej technologii, która zaczyna się powoli budzić. Może zamiast żreć się między sobą, ludzie powinni zwrócić uwagę na zagrożenia zewnętrzne? Bo w końcu może być już na to za późno...

Jeśli chodzi o fabułę, to kupuję ją całą. Zarówno międzyludzkie konfrontacje, jak i wątki kontaktów z nieznanym są, według mnie, poprowadzone bardzo dobrze. Nie brakuje widowiskowych scen, które będą świetnie wyglądać w serialu. Kilka znajomych postaci wraca, co zawsze jest dobrym pomysłem. Pojawiają się też nowe osoby: pani doktor biologii, którą od razu polubiłam, oraz wspomniany już wcześniej szef ochrony psychopata. Ten ostatni niestety jest potraktowany przez autorów jak stereotypowy zły, trochę jak Ashford w poprzedniej części. To mój jedyny zarzut do Gorączki Ciboli: kartonowy czarny charakter. Mam nadzieję, że w serialu trochę to poprawią, zwykle udawało się jego twórcom lepiej doszlifować opowiadaną przez książki historię.

Świat Expanse totalnie mnie wciągnął, dlatego też ocena 5/5 dla Gorączki Ciboli to oczywistość. Teraz czekam niecierpliwie na informacje o kolejnym tomie zatytułowanym Igrzyska Nemesis, który powinien wyjść niedługo, ale nie ma jeszcze żadnych konkretnych informacji na jego temat. Myślę, że okładka polskiego wydania będzie równie spektakularna jak te poprzednie i zrobi wrażenie na fanach na całym świecie.    

Recenzje tomu pierwszego Przebudzenie Lewiatanastara i nowa.
Recenzja tomu drugiego Wojna Kalibana
Recenzja tomu trzeciego Wrota Abaddona

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz