czwartek, 7 listopada 2019

26/2019 Zorza polarna, Philip Pullman (Mroczne materie tom I)


W Zorzy polarnej poznajemy Lyrę Belaquę, sierotę z równoległego świata, w którym nauka, teologia i magia splatają się ze sobą. Lyra i jej dajmon w zwierzęcej postaci mieszkają - na wpół dzicy i beztroscy - wśród akademików oksfordzkiego Kolegium Jordana. Kiedy Lyra wyruszy na poszukiwanie uprowadzonego przyjaciela, odkryje złowieszczą intrygę, w której główną rolę odgrywają porwane dzieci, a jej wyprawa przerodzi się w pogoń za zrozumieniem tajemniczego zjawiska zwanego Prochem. Los zawiedzie ją na skute lodem ziemie Arktyki, gdzie władzę sprawują klany wiedźm, a niedźwiedzie polarne toczą wojny. Niezwykła podróż Lyry będzie miała poważne konsekwencje wykraczające daleko poza granice świata, który zamieszkuje.
Opis z okładki książki (z poprawioną literówką, która jakimś cudem się tam znalazła)
Od jakiegoś czasu chciałam wrócić do tej trylogii. Wydawnictwo MAG właśnie wypuściło przepiękne wznowienie, które oczywiście musiałam mieć. Okładka tej nowej Zorzy polarnej to istne dzieło sztuki, ale książka ma swoje problemy, a właściwie jeden duży problem: tłumaczenie. 

Moje pierwsze spotkanie z tymi książkami miało miejsce parę ładnych lat temu, jeszcze przed filmową adaptacją z 2007 roku. Nie pamiętam, kto tłumaczył tamto wydanie, ale na pewno był to ktoś inny. Wiadomo, że zwykle ma się sentyment do tego tłumaczenia, które poznało się jako pierwsze (dlatego jestem team Chyżwar, Dzierzba może się schować), ale w tym przypadku nowa wersja wydaje mi się zwyczajnie gorsza. Nie będę tu przytaczać wszystkich momentów, w których coś mi zazgrzytało (chociaż mam je wypisane na wcale nie takiej małej karteczce), podam jeden: Grobale. Jeśli czytaliście kiedyś Mroczne materie, to na pewno kojarzycie tę nazwę. Grobale to owiani złą sławą, grasujący po całym kraju porywacze dzieci. Nazwa kojarzy się z czymś obrzydliwym i przerażającym, ciekawie nawiązuje też do Generalnej Rady Oblacyjnej, kościelnej organizacji, która za tym wszystkim stała. W nowym wydaniu Grobale stali się prostymi, pozbawionymi wyobraźni Pożeraczami. Przepadła cała groza i powiązanie z Radą. Szkoda, wielka szkoda.


Ta zakładka pasuje idealnie. Jednak miałam z nią pewien problem...

Poza dyskusyjną kwestią tłumaczenia Zorza polarna jest taka, jak ją zapamiętałam, czyli to wciąż wielowymiarowa, pełna magii opowieść, którą można interpretować na wiele sposobów. Ja widzę tam głównie ostrzeżenie przed wielkimi instytucjami, które za wszelką cenę będą chciały utrzymać monopol na prawdę, ich prawdę, dla nich korzystną. Pierwszym skojarzeniem są różnego rodzaju kościoły i związki wyznaniowe, ale spokojnie można to rozszerzyć także na systemy polityczne i wielkie korporacje. Ważny jest też temat dojrzewania, szczególnie bliski młodszym czytelnikom, którzy właśnie są w trakcie tego trudnego i nierzadko burzliwego procesu.

BŁYSZCZĄCY FRĘDZELEK, MUSIMY GO ZAMORDOWAĆ! - taki był tok myślenia moich kotów w trakcie robienia zdjęć. Zwłaszcza Tarkin - ten czarny - bardzo chciał poćwiczyć polowanie właśnie na mojej zakładce.
Aż do ponownego przeczytania Zorzy polarnej żyłam w przekonaniu, że akcja tej książki rozgrywa się w alternatywnym, bardziej steampunkowym XIX wieku. Ale okazało się, że to czasy bardziej nam współczesne. W książce budynek z połowy XIX w. jest już uważany za dość stary. Wspomniana została powódź w '53 (1953? Najprawdopodobniej tak), w trakcie której lord Asriel ratuje tonącego chłopca. W trakcie trwania powieści bohater ten ma około czterdziestki, a od powodzi minęło już trochę czasu. Myślę, że aktualna data to mniej-więcej 1970. Wspomniane są elektrownie atomowe, panele słoneczne, metro (wspaniale nazwane koleją chtoniczną, sprawdziłam stare wydanie i wychodzi na to, że jest to rzecz, która się nowemu tłumaczowi udała nadzwyczajnie), nawet coś w rodzaju komputera. Teraz nie mam przed oczami jedynie steampunku i epoki wiktoriańskiej, lecz elementy tej stylistyki wymieszane z modernizmem.

Niektórzy twierdzą, że Mroczne materie są przeznaczone głównie dla młodszego odbiorcy, ale ja się z tym nie zgadzam. Owszem, książkę może przeczytać dwunastolatek i będzie zadowolony - o ile lubi fantasy. Jednak z wiekiem widzi się w niej więcej poziomów, na które wcześniej nie zwróciło się uwagi. Cieszę się bardzo, że wróciłam do niej po latach, i jednocześnie zastanawiam, jak teraz odbiorę zakończenie trylogii... Coś mi mówi, że może podobać mi się jeszcze bardziej. Zorza polarna dostaje 5/5, polecam ją bardzo (serial zresztą też, na razie wyszedł tylko jeden odcinek, ale wygląda on obłędnie dobrze) i idę oczekiwać na wydanie kolejnych tomów.

4 komentarze:

  1. Zarówno Grobale, jak i Pozeracze to kompromisy. W przypadku pierwszego przekładu tracimy nawiązanie do "pożerania", drugiego, jak wspomniałaś, Rady Oblacyjnej.

    Ogólnie, jeśli termin nie nawiązuje do pożerania, takie dialogi tracą sens:

    – Ale dlaczego nazywa się ich Pożeraczami? – indagowała Lyra.
    – Bo zjadają dzieci – wyjaśnił pierwszy z zagadniętych malców. – Tak nam mówili w Northampton. Bo tam też byli, i w ogóle… Jest taka jedna dziewczynka w Northampton, zabrali jej brata, to ona mówiła, że ci ludzie, co go zabrali, powiedzieli jej, że go zjedzą. Wszyscy o tym wiedzą. Oni pożerają dzieci.

    Chyżwar to osobna kwestia. Ma tyleż samo wrogów, co zwolenników. Jednak w książce nazwano go na cześć małego ptaszka z planety Ziemia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, tłumaczenia to ciężki temat, za nic nie chciałabym być tłumaczką. Teraz akurat na topie jest kwestia tłumaczenia netflixowej She-Ry i czytam sobie trochę o polskich realiach tego zawodu. Ogólnie nie zazdroszczę.

      Usuń
  2. Ta książka miała być odpowiedzią na Narnię - a konkretniej jej antytezą. I to się chyba autorowi udało, po porusza wiele ważnych tematów. I zgadzam się, że to lektura nie tylko dla dzieci (i że serial jest dobry).

    OdpowiedzUsuń
  3. Ujęła mnie wielopłaszczyznowa fabuła - dziecko odczyta tę książkę jako ciekawą historię fantasy, natomiast dorosły dostrzeże rozmaite aluzje, symbole i niuanse. Czytałam dwukrotnie w starym tłumaczeniu i zamierzam przeczytać po raz trzeci, natomiast zdecydowanie sięgnę po poprzednie wydanie, właśnie ze względu na przywiązanie do nazewnictwa.

    OdpowiedzUsuń