wtorek, 27 października 2015

16/2015 "Marsjanin" Andy Weir - recenzja


Długo czekałam na przeczytanie tej książki. Czaiłam się na "Marsjanina" właściwie od momentu jego wydania i chciałam zdążyć z lekturą przed premierą filmu (którego jeszcze nie oglądałam, ale mam to w planach). Zachęciła mnie przypadkowo przeczytana w necie recenzja. I było warto, książka super mi podpasowała i wchłonęłam ją w dwa wieczory.

Niedaleka przyszłość, misje załogowe na Marsa. W wyniku nieszczęśliwego wypadku jeden z kosmonautów zostaje uznany za zmarłego a reszta załogi w pośpiechu opuszcza czerwoną planetę. Nasz dzielny odkrywca kosmosu Mark Watney jednak ocalał i teraz musi przetrwać do momentu, w którym będzie się dało go w jakiś sposób uratować.

Akcja powieści płynie wartko, jesteśmy świadkami różnych perypetii Marka, jego wojny o przetrwanie każdego dnia i walki z pojawiającymi się nader często przeciwnościami. Wszystko to okraszone jest fenomenalnym poczuciem humoru i naukową (aczkolwiek w pełni zrozumiałą dla kogoś, kto w gimnazjum nie spał na fizyce) otoczką.

Książka ma formę wpisów do dziennika - co nie dziwi, gdyż autor początkowo publikował ją na blogu - jednak w miarę rozwoju akcji pojawiają się także fragmenty zwykłej prozy opisujące to, co dzieje się na Ziemi, głównie w sztabie NASA. Jest to oryginalna forma pisania, która dobrze pasuje do całokształtu "Marsjanina".

Niektórzy uważają humor i lekkie, optymistyczne podejście głównego bohatera za wadę. Twierdzą, że przedstawiona w "Marsjaninie" sytuacja idealnie nadaje się do przedstawienia dramatycznej walki o przetrwanie, samotności jednostki w kosmicznej pustce, pytań o istotę ludzkości, bla, bla, bla... Nieprawda. Czy naprawdę tak trudno jest wyobrazić sobie, że ktoś może stawiać czoła nieszczęściu z uśmiechem na ustach? Że mimo wszystkich problemów wręcz masowo na niego spadających może zachować optymizm, bo wie, że ma wiedzę i umiejętności, które pozwolą mu przetrwać? Strasznie się cieszę, że autor dał swojemu głównemu bohaterowi właśnie taki charakter. Niech żyje Król Marsa!


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza