niedziela, 7 maja 2017

23/2017 Głębia. Powrót, Marcin Podlewski (II tom)


Wieści o zakazanym ładunku Wstążki docierają do najwyższych władz Zjednoczenia. Machina Triumwiratu idzie w ruch. Skokowiec kapitana Myrtona Grunwalda staje się najbardziej poszukiwaną jednostką we Wszechświecie. Ale jego załoga ma poważniejsze problemy niż ścigająca ją Flota Kooperacyjna. Nadchodzi bowiem coś, co raz na zawsze odmieni Wypaloną Galaktykę... i to na dobre. 
Bohaterowie Podlewskiego powracają w drugiej odsłonie wyśmienitej space opery, odzwierciedlającej z niezwykłą dbałością kształt i sektory Drogi Mlecznej, zniszczonej przez serię potwornych wojen z Obcymi i Maszynami. 
Powróć na pokład Wstążki wplątanej w międzygwiezdną aferę. Powróć na Krzywą Czekoladkę Tartusa Fima i Ciemny Kryształ Kirke Bloom. Powróć do fantastycznych planet i wypalonych, gwiezdnych sektorów. Powróć do Głębi.
Opis z okładki książki.
Budka Suflera, Noc Komety, źródło: youtube

Wstawiam tę piosenkę nieprzypadkowo. Autor uczynił z fragmentu jej tekstu motto całej książki. Znam i lubię Noc Komety i w trakcie czytania często nuciłam sobie pod nosem. Świetnie pasuje do Głębi, oddaje jej klimat niepewności i zagrożenia, i teraz natychmiastowo będzie mi się z nią kojarzyć.

Za mną drugi tom tej niezwykłej space opery. Marcin Podlewski całkowicie mnie nią kupił. Owszem, znalazłam parę niedociągnięć i rzeczy, które średnio mi się podobały, ale generalnie rzecz biorąc była to świetna lektura. 

Na początku napiszę o czymś, co może być spoilerem (ale tylko dla tych, którzy nie przeczytali pierwszego tomu):  jak wskazuje sam podtytuł, Ci, Którzy Odeszli stali się w tej części Tymi, Którzy Powrócili. A ich zamiary oczywiście nie są zbyt przyjazne. To zmienia całkowicie układ sił w Galaktyce i jest dobrym pretekstem do pokazania kilku fajnych kosmicznych bitew. Za każdym razem przy takiej scenie batalistycznej wyobrażałam sobie jakby to wyglądało w dobrze zrealizowanym serialu. Ostatnio oglądam sporo science fiction i przyłapałam się na tym, że łatwiej mi było wyobrazić sobie wygląd statków kosmicznych i stacji orbitalnych niż twarzy postaci. Oprócz powrotu Obcych ważny jest też drugi wątek metafizycznych i bardzo niebezpiecznych istot z Głębi. Na razie jest on dopiero zaznaczony, ale myślę, że odegra dużą rolę w kolejnych tomach.

W pierwszej części główne skrzypce grała załoga skokowca Wstążka na czele z kapitanem Myrtonem Grunwaldem, sporo miejsca autor poświęcił też Kirke Bloom, a reszta pojawiała się gdzieś w tle jako typowi bohaterowie drugoplanowi. Tym razem Marcin Podlewski potraktował swoich bohaterów niemal równorzędnie i dzięki temu możemy brać udział we wszystkich wydarzeniach i obserwować je z wielu perspektyw. To generalnie dobrze, ale na początku nie podobał mi się styl, w jakim autor to rozegrał: mnóstwo krótkich podrozdziałów i stale zmieniająca się perspektywa trochę irytowała, zwłaszcza, że wydarzenia ucinały się oczywiście w najciekawszym momencie. Ale gdzieś około połowy książki akcja przyspieszyła i wciągnęła mnie tak, że przestałam na to zwracać uwagę. Znalazło się nawet miejsce na króciutki, zaledwie dwustronicowy, podrozdzialik pisany z perspektywy kota Głoda - dla mnie, jako wielbicielki , było to po prostu niesamowicie urocze.

Drugim małym minusikiem był brak jednej z moich ulubionych postaci, czyli samego Myrtona Grunwalda. Przez większą część powieści był on, że tak powiem, nieosiągalny. Na szczęście dużo nadrobiła Kirke Bloom, jej wątek jest szalenie ciekawy, a jej sprzeczki z Tartusem Fimem sprawiały, że wybuchałam śmiechem przy czytaniu.

Druga część Głębi imponuje swoim rozmachem fabularnym i szczegółowością opisu. Porównanie z Grą o tron jest tu jak najbardziej na miejscu: sporo tu różnorakich stronnictw, frakcji i zawiłości politycznych, ale pojawiają się też elementy magiczne/metafizyczne. Całość jest dobrze przemyślana i czuć, że zmierza do czegoś wielkiego. Słyszałam, że twórczość Roberta J. Szmidta ma zostać przełożona na angielski i wydana w USA. Tego samego życzę Marcinowi Podlewskiemu, bo naprawdę na to zasługuje.

Głębia. Powrót to oczywiście 5/5 (tym razem żaden z bohaterów mnie nie irytował). Mam na półce dwie ciekawe książki z biblioteki, ale będą musiały poczekać, bo za chwilę kończę tę recenzję i idę zanurzyć się w kolejny tom Głębi.

Recenzja pierwszego tomu Głębia. Skokowiec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz